Genogram to rodzaj drzewa genealogicznego.
Najważniejsze w nim jest nie jest jednak odkrycie pochodzenia rodziny i jej korzeni, tylko relacji, jakie w niej panowały od pokoleń. To mapa międzypokoleniowych wzorców relacji między członkami rodziny, a zarazem fascynująca podróż do przeszłości.
Sporządzenie genogramu to cenny wkład do rozważań nad tym, nad czym chcemy pracować, co chcemy zmienić i z jakich zasobów możemy skorzystać. Dzięki ujawnieniu i usystematyzowaniu ważnych faktów, zjawisk i relacji można gruntownie poznać samego siebie. Wyjaśnić, dlaczego nasze zachowania są takie, a nie inne, dlaczego powtarzamy błędy rodziców, dziadków, a nawet pradziadków.
Praca z genogramem powoduje szybkie pokazanie wszystkich elementów, przywołując różne emocje związane z aktualną sytuacją, jak również z przeszłością.
Do stworzenia genogramu potrzebne są informacje o najbliższej rodzinie: tzn. rodzicach, dziadkach i ich relacjach. Przydaje się także wiedza o ciotkach, kuzynach i ich dzieciach.
Na odpowiedniej dla nas mapie międzypokoleniowej zaznaczamy wszystkie osoby z nami spokrewnione. Umieszczamy także osoby, z którymi nie łączą nas więzy krwi – żony, mężowie, konkubiny i konkubenci, także nieślubne i przysposobione dzieci.
Oprócz stopnia pokrewieństwa zaznacza się również ważne wydarzenia np. urodziny, chrzciny, śluby, wizyta kogoś istotnego dla rodziny. Zaznaczamy choroby występujące w rodzinie np. choroby psychiczne, uzależnienia, homoseksualizm, przypadki wyjścia z nałogu, przemoc w rodzinie.
Tworzenie genogramu zajmuje sporo czasu.
Podczas rysowania schematu, w trakcie konsultacji/terapii, prowadzący przeprowadza rozmowy o członkach opisywanej rodziny, przodkach, odkrywane są rodzinne tajemnice, przygląda się mitom rodzinnym i ukrytym lojalnościom.
Sporządzanie genogramu to dla wielu osób fascynującą podróż do przeszłości. Podczas poznawania historii swojego rodu weryfikujemy własne życie, zaczynamy je analizować, zaczynamy patrzeć na swoje życie z nowej perspektywy. Widzimy odpowiedzi na zadawane sobie pytania: dlaczego nasze zachowania są takie, a nie inne; dlaczego często powielamy zachowania i losy rodziców, dziadków, a nawet pradziadków.
Zachęcamy do pracy z genogramem.
Dziś dostępnych jest wiele źródeł wiedzy przydatnej w tworzeniu genogramu:
Warto także poczytać wydane w Polsce książki Anne Anceline Schutzenberger, francuskiej terapeutki i twórczyni genosocjogramów.
W Meritum zapraszam do pracy metodą genogramu na warsztatach.
Większość społeczeństwa nie rozumie osób uzależnionych.
Większość z nas widzi, co jest nie tak z ludźmi pijącymi alkohol, zamiast zobaczyć, co się z nimi stało.
Uzależnienie od alkoholu to bardziej poszukiwanie ulgi od cierpienia, bólu, tęsknoty, niż podążanie za przyjemnością.
To wielopokoleniowy problem, w którym trudno określić, kto tu jest winny i od kogo się zaczęło.
W wielu rodzinach trwa i przechodzi z jednego pokolenia na następne.
Uzależnienie to siła, która kształtuje nasze życie. Kształtuje sposób, w jaki żyjemy, sposób w jaki kochamy, sposób w jaki wychowujemy kolejne pokolenie, nadajemy sens własnemu istnieniu.
Uzależnienie, w dużej mierze, jest pokłosiem wczesnych traum z dzieciństwa i najgłębszych ran odniesionych w najbliższych relacjach. To odłączenie się od siebie, gdy zbyt bolesne jest bycie sobą.
Picie alkoholu staje się sensem życia, gdy nie wiemy jak sobie radzić z emocjami. W bliskich relacjach, kiedy czujemy się zranieni, natychmiast się wycofujemy i nie musimy już przeżywać bolesnych emocji. Następuje separacja i zaczynamy tworzyć ryzykowne sytuacje.
Na szczęście, najgłębszy ból i cierpienie mogą być drogowskazem do uzdrowienia, w którym znajdziemy mądrość: uświadomimy sobie, że nasze uzależnione zachowania i postepowania nie są nami i możemy nad nimi pracować i w ten sposób stać się prawdziwym sobą.
Nadużywanie alkoholu to nie jest zło, które się Tobie przytrafiło. Jest to coś, co dzieje się w wyniku tego, co się Ci przydarza. To także rezultat podjętych przez Ciebie kiedyś decyzji.
Jeśli czujesz, że alkohol jakiś utrudnia Ci życie, że masz kłopot z nadmiernym piciem, zapraszam na konsultacje w Meritum.
Kiedy dorastałam, nie znałam pojęcia asertywności. Doświadczałam jej jednak na podwórku, w rodzinie i w szkole. Kiedy rozważałam, czy iść na wagary. Kiedy uczyłam się wybierać ludzi, z którymi chcę przebywać lub wydarzenia, w których chcę lub nie chcę brać udziału.
Często, bardziej uważna była na potrzeby innych ludzi niż swoje… Zwłaszcza na prośby o pomoc. Takie wyrażone słowami i takie ukryte za smutnymi oczami. Z tamtego okresu pamiętam moje wewnętrzne monologi: Czy pomagam, bo MUSZĘ, bo POWINNAM? A może dlatego, że CHCĘ i DECYDUJĘ SIĘ coś zrobić, ponieważ jest to dla mnie ważne?
Uczyłam się świata, a właściwie światów (tego zewnętrznego i wewnętrznego) oraz granicy pomiędzy nimi. Ta cudowna podróż trwa. Odkrywanie siebie, dojrzewanie do zmian i… zmiany!
Radość z relacji, w których jest autentyczność i wzajemny szacunek. Radość z pracy, która jest pasją.
Niosę ze sobą cudowny, wypracowany przez lata, skarb: łagodność w uznawaniu własnej niedoskonałości i łagodność wobec innych, wobec błędów i porażek. Poprzez ten pryzmat patrzę na siebie, na innych, na życie. Jestem trenerką. Dzielę się tym, co wiem, co umiem i w co wierzę. Już wiem, czym jest dla mnie asertywność:
Asertywność to stawianie czoła prawdzie o sobie. To szacunek dla swoich potrzeb, wartości i praw. To szacunek dla innych. To nazywanie rzeczy po imieniu.
Kiedyś usłyszałam od pewnej cudownej położnej, że na studiach spotkała profesora neonatologii, który zwykł powtarzać:
“Podstawą szczęśliwego życia jest spokojna mikcja (sikanie). Wystarczy spojrzeć na twarz noworodka, który sika z gołą pupą”.
Przyznam, że zaskoczyło mnie to zdanie, zatrzymało i zachęciło do refleksji.
Taka zwykła rzecz, jak sikanie ….
Dotyczy każdego z nas.
Niedawno usłyszałam od pewnej świetnej fizjoterapeutki: “Czasem mija 10 godzin pracy, a ja spostrzegam, że nie byłam ani razu w toalecie”.
OMG! Szewc bez butów chodzi.
Natychmiast przypomniałam sobie lata tresury, od przedszkola, przez szkołę, po pracę zawodową. Prawie wszędzie każą sikać na komendę, tylko wtedy, gdy jest tzw. przerwa.
Z pewnością także znasz te sytuacje, kiedy trzeba “WYTRZYMAĆ”, gdy przeskakujesz z nogi na nogę, gdy mózg już zalany i nie myśli logicznie.
To terror i przemoc wobec żywego organizmu, potrzebującego opróżnić się z toksyn.
Z biegiem czasu nabrałam przekonania, że sposób w jaki traktujemy swoje sikanie pokazuje nasz stosunek do życia, pośpiech w nim lub slow life.
Możesz zadać sobie pytania:
– Jak traktuję moją potrzebę sikania?
– Czy zdarza mi się napierać na pęcherz, by szybciej oddać mocz?
– Jak często „wytrzymuję” za bardzo?
– Czy przydarzają mi się infekcje dróg moczowych?
– Jak czuję napięcie w podbrzuszu?
– Czy dostrzegam związek między tym, jak traktuję swoje sikanie i napięciem mięśni głębokich w brzuchu?
Mam marzenie, abyśmy wszyscy zaczęli traktować swoje nerki i swój pęcherz z uważnością, troską i szacunkiem.
Wierzę, że to ważny krok do spokojnego i szczęśliwego życia.
Życzę sobie i Wam Wszystkim – spokojnej mikcji, by nasze twarze wyglądały, jak buźka sikającego niemowlaka.