Cień jak co dzień

5 stycznia, 2026

Zakładam, że każdy z nas choć raz słyszał takie sformułowania: coś rzuca cień na nasze życie, coś się położyło długim cieniem, być w czyimś cieniu, bać się własnego cienia, być cieniem człowieka itd.
Te opisy to sposób oddania stanu, w którym tracimy wpływ na „coś”. A to co „coś” co jest nieuchwytne zwiększa swój wpływ na nas. Zaczyna żyć własnym życiem a odzyskanie stanu „przed” cieniem wydaje się niezwykle trudne. W domyśle powstaje założenie, że jest to stan niechciany, niepotrzebny i zagrażający.

I tu wkracza Jung. Założył odważnie że cień jest integralną częścią naszej ludzkiej kondycji i co ciekawe walcząc z nim i broniąc się przed nim można wylać dziecko z kąpielą.

Taki przykład: Kto mnie zna ten wie, że jeśli chodzi o taniec na imprezach czy śpiewanie to raczej trzymam się z daleka. Ostatecznie albo unikam takich sytuacji albo gdy w nich już jestem to doświadczam sporej niewygody, czasem wstydu i lęku przed oceną. Mam nawet na swym koncie udział w kursie tańca ale w żaden sposób nie potrafiłem się dobrze bawić. Mówiąc krótko same problemy. Skoro tak, lepiej od takich aktywności trzymać się z daleka.

Kilka lat temu uczestnicząc w gestaltowskim warsztacie terapeutycznym miałem spory kłopot. Z programu wiedziałem, że jednego dnia zajęcia będzie współprowadził aktor. Nie wiedziałem co to będzie ale byłem przekonany, że to nie dla mnie.

O ile cieszyłem się na całe wydarzenie tak ta część a raczej wyobrażenia o niej nie dawały mi spokoju. Snułem fantazje, że nie daj boże będę zachęcany do śpiewu albo tańca.
I naszedł ten dzień. Okazało się, że w mojej głowie obraduje cała rada nadzorcza pod przewodnictwem wewnętrznego krytyka. Wnioski z obrad były jasne: to będzie beznadziejne, ja będę beznadziejny a obcy ludzie od razu się zorientują, że beznadzieja to moje drugie imię.
Ponieważ w czasie pierwszych dni warsztatu wykonałem już sporo pracy, by lepiej czytać swoje emocje i sygnały z ciała zacząłem obserwować proces jaki zachodził we mnie. Otóż obok przekonań, że to jest głupie i beznadziejne doświadczałem ekscytacji w ciele. Mój organizm był w blokach startowych. Pełen mobilizacji, czekający niecierpliwie na swoje działanie.

Okazało się, że doświadczam takiej samej ekscytacji jak wtedy, gdy będąc chłopcem wychodziłem na boisko z kumplami i właśnie zaczynaliśmy upragniony mecz. Frajda była ogromna. I nagle tu zaczęło dziać się to samo. W warunkach pracy grupowej do głosu doszło czucie i intuicja.

To zauważenie sygnałów płynących z ciała pokazało mi, że radość z ruchu, z tego co nowe i nie wiadome tam ciągle drzemie! Dotarło do mnie, że po drodze w wyniku różnych doświadczeń do których dziś moja głowa nie ma dostępu rezygnowałem z różnych przejawów ekspresji, która pozwalała wyrazić siebie.

By to ogarnąć brałem mocno do siebie krytyczne słowa jako potwierdzenie, że dobrze robię. Na dodatek zdałem sobie sprawę , że całymi latami irytowali mnie Ci którzy z łatwością po taką ekspresję sięgali.

Trzymając się mocno obron odcinamy się od potencjału, który drzemie w częściach nie widzianych czy też nie chcianych. Na tym polega wylanie dziecka z kąpielą.

To uświadomienie stało się początkiem procesu zmiany. Z jednej strony coraz częściej doświadczam swobody sięgając po różne formy ekspresji zaś z drugiej w relacjach gdzie ktoś ma łatwość jestem zaciekawiony a nie trzymam się w dystansie.

Unikanie latami nic mi nie dało. Dopiero doświadczenie w grupie było jak przestawienie zwrotnicy by wybrać nowe tory w zwykłej codzienności.

Jeśli czujesz się gotowy/ gotowa na pracę by odkrywać potencjał własnego cienia to zapraszam na warsztat „Oswoić swój cień” w Meritum.
Więcej w linku w komentarzu.

Ps. Zajęcia z aktorem nijak się miały do moich wyobrażeń.

 Po raz kolejny potwory z szafy rozpłynęły się a ten proces stał się jednym w ważniejszych w mojej pracy własnej.

Wielkie wdzięczność dla Olgi Haller i Jacka Panstera. Moich nauczycieli.

Autor/ka

Tomasz Małanka

To może Cię zainteresować