Czy to możliwe, że choroba dba o twoje zdrowie?
Wielokrotnie żdarzało mi się leżeć cały dzień z okropną migreną, z trudnymi dolegliwościami takimi jak wymioty, światłowstręt, ból głowy nie do zniesienia.
Żadne tabletki nie pomagały, nie byłam w stanie ich nawet przyswoić. Potem, przez kolejne dni zbierałam siły do normalnego życia.
Po latach traktowania migreny, jak wroga, którego należy bezwzględnie zwalczać, usłyszałam od kogoś mądrego, że objawy, że choroby, są głosem mojego organizmu, głosem, który być może ratuje moje życie.
Nie od początku zaufałam takiemu spojrzeniu.
W narracji, którą znam od zawsze, którą pewnie wszyscy znamy, dominuje retoryka pola walki; mówi się, że ktoś walczy z chorobą, że przegrał z rakiem, że chorobę należy przechytrzyć ….
Moje ciało dawalo jednak popalić tak bardzo, że chyba nie miałam wyboru i pewnego dnia przyszło do głowy przewartościowanie, które zmieniło całkowicie moje myślenie o chorobach.
Zaczęłam do siebie mówić:
– Migrena jest moim przyjaciółką i przewodniczką. Chce mnie do czegoś / kogoś ważnego doprowadzić. Spróbuję stanąc tam, gdzie stoi moja migrena i razem z nią spojrzeć tam, gdzie ona patrzy.
– Na kogo ona patrzy?
– Na kogo ona czeka? Za kim tęskni?
– Kogo / co mi zastępuje?
– Czemu / komu ona służy?
Te pytania zadaję sobie za każdym razem, gdy coś mi dolega. Odpowiedzi zawsze prowadzą mnie w interesujące miejsca.
W przypadku migreny, moja odpowiedź zaprowadziła mnie do miejsca, w którym skrajnie siebie nadużywam, wyczerpuję zasoby dostępne w danym momencie mojego życia.
Dzięki temu odkryciu stałam się bardziej uważna na wcześniejsze sygnały mówiące o niknących zasobach energetycznych.
Cudów nie zdziałałam, ale migreny zdarzają mi się dużo rzadziej, niż kiedyś.
A jakie są Twoje refleksje związane z dolegliwościami?

Autor/ka
