O różnicy między litością a współczuciem
Dla wielu z nas słowa LITOŚĆ i WSPÓŁCZUCIE znaczą to samo.
Nawet w Słowniku Doroszewskiego czytamy: Litość – współczucie dla kogoś. Ale, czy na pewno?
Od jakiegoś czasu intuicja podpowiadała mi, że warto poprzyglądać się temu, co pojawia się we mnie i jakie są moje reakcje, gdy nazywam to, co odczuwam jako litość lub współczucie.
Gdy czuję litość moje ciało automatycznie ma ochotę pochylić się nad kimś słabszym, ułomnym. Moje słowa mogą brzmieć: „Oj, ty biedny, jesteś taki poszkodowany, znowu ci się to przydarzyło, dlaczego znowu tobie?”.
Tak naprawdę mnóstwo w tych słowach utwierdzania drugiego człowieka w roli ofiary, brakuje też szacunku dla jego życiowych wyborów; W litości pobrzmiewa: Ja czuję się wyżej, nie mam równej relacji, użalam się nad czyimś ciężkim losem, mam ochotę wejść w rolę pomagaczki.
Gdy współczuję, współodczuwam mówię: „Przykro mi, że cierpisz, smutno mi, że tak się stało. Mówię o moich osobistych odczuciach, otwarcie komunikuję, co u mnie w serduchu”.
Gdy współczuję, tak z serca, czuję i ja, i ta druga osoba może poczuć, że jesteśmy w równej relacji, że mogę tej osobie towarzyszyć w trudnych chwilach. Nie odmawiam drugiemu człowiekowi godności, traktuję go z należnym szacunkiem.
Jak pisze Olga Tokarczuk: „Żeby współczuć , trzeba być samemu słabym i znać cierpienie; trzeba upaść, przewrócić się, trzeba umieć płakać”.
Do litości i współczucia pasuje mi słowo ŁASKA. Warto być dla siebie pełnym/pełną łaski…. O tym, jak być dla siebie łaskawym/łaskawą z pewnością jeszcze napiszę.

Polecana literatura:
- „Refleksje o żywym współczuciu” – Robert Gonzales
- „O współczuciu. Powrót do wrażliwości i siły” – Julia Wahl
- „O współczuciu. Jak osiągnąć spokój wewnętrzny i zbudować lepszy świat” – Dalaj Lama
Autor/ka


